Toskania to nasz stały punkt w kalendarzu: co roku na długi majowy weekend i we wrześniu zabieramy tam autokarem trzy grupy naraz – szosową i dwie turystyczne. Poniższa relacja powstała na gorąco, wieczorami po jeździe, podczas majówki 2023. Zachowaliśmy jej dzienny rytm i luźny ton – bo tak właśnie smakuje Toskania z siodełka: kawą gęstą jak smoła, tiramisu w słoiczku i białymi szutrami wśród winnic.
Jak co roku trzy równoległe grupy ruszyły zwiedzać Toskanię: szosowa i dwie turystyczne. Włochy przywitały nas wybitną kawą i słońcem. Pierwszego dnia nasi śmiałkowie wyjechali poznać to, co Toskania ma do zaoferowania najlepszego – zwiedziliśmy kilka winiarni, skosztowaliśmy lokalnych dań i przysmaków, spróbowaliśmy nieco wina (bez przesady) i przejechaliśmy fragmentami trasy wyścigu kolarskiego L'Eroica.
Pogoda w ciągu dnia się zmieniła i przez większą część padał deszcz, ale humory dopisywały – zapewne przez sporą dawkę endorfin w postaci kawy gęstej niczym smoła i tiramisu podanego w słoiczku. Wszyscy dzielnie pokonali trasę i swoje słabości, bo podjazdów nie brakowało. Z dzisiejszych miejsc odznaczonych na mapie Włoch mamy Sienę, winnicę Tolaini i Raddę in Chianti. Jutro kolejny dzień, kolejne wyzwanie i kolejne porcje smaków Włoch. Ciao!
Tego dnia pogoda była już dla nas łaskawsza. Co jakiś czas pokazywało się słońce, deszczu praktycznie nie było, a to, co było, to soczyście zielone pola, ubite po deszczach szutry i gościnność lokalnych baristów i szefów kuchni. Była pasta, była pizza, było espresso i desery – tak można podróżować po tym kraju!
Podjazdów żadnej z grup nie brakowało – każda miała dobrych kilkaset metrów pod górę – ale widoki wynagradzały chwilowy spadek mocy w nogach. Kolejne odcinki wyścigu L'Eroica przejechane, a na trzy grupy tylko jedna przebita dętka. Żyć nie umierać! Jutro jedziemy do San Gimignano sprawdzić, czy rzeczywiście są tam najlepsze lody na świecie.
Dzisiaj pogoda typowo letnia – świetnie się składa, bo trasy zaplanowane na ten dzień są bogate w otwarte przestrzenie, pola pełne winorośli i malownicze miasta. Zaczynamy od około 10 km lekkiego zjazdu do Monteriggioni, miejsca zachwycającego architekturą, z wieloma akcentami typowymi dla Włoch. Pijemy tam pyszną kawę i ruszamy dalej, w kierunku Colle di Val d'Elsa. Droga do miasta prowadzi polami i małymi skupiskami domów; w mieście podziwiamy zabytkowe centrum, odpoczywamy i przygotowujemy się na najważniejsze wydarzenie dnia – drogę do San Gimignano.
To tak zwany średniowieczny Manhattan, z kilkunastoma okazałymi wieżami. Trasa jest wymagająca, miejscami mierzymy się z podjazdami rzędu 13–14%, ale widoki na okolicę rekompensują zmęczenie. W końcu docieramy na miejsce i świętujemy w najlepszej lodziarni na świecie. Dzień kończymy w promieniach popołudniowego słońca, a od jutra zupełnie zmieniamy miejsce naszych eksploracji: żegnamy okolice Sieny, witamy Chianciano Terme.
Rano wsiadamy do autokaru i jedziemy do San Quirico d'Orcia – to nasze miejsce startu, z którego udamy się do Montalcino, głównej atrakcji dnia. Droga zaczyna się niewinnie, świetnym szlakiem rowerowym, potem przyjemnym asfaltem, by przeistoczyć się w fantastyczne szutry. Jest niezwykle widokowa: panorama na pola, winne gaje i zapach słońca, którego dziś nie brakuje.
Po przyjemnym odcinku białych szutrów wjeżdżamy na asfalt i zaczynamy wspinaczkę do Montalcino – 6 km pod górę ze średnim nachyleniem 6–8%. To test dla nóg, ale po kilku dniach jazdy jesteśmy już dobrze rozgrzani. Do miasta dojeżdżamy w komplecie i zwiedzamy. Okazuje się, że jest tu sklep z pamiątkami dla wielbicieli wyścigu L'Eroica, więc czym prędzej szukamy czegoś dla siebie. Padło na czapeczki kolarskie – teraz jesteśmy prawdziwymi kolarzami!
Z Montalcino droga do San Quirico jest wręcz kosmiczna: szutry wśród winnic, wspaniała widoczność, cisza i dźwięk spod kół – wszystko, czego nam trzeba. Po dojechaniu do miasta czeka jeszcze jedna atrakcja, Bagno Vignoni, malutkie miasteczko z basenami termalnymi. Część korzysta, część zwiedza okolicę. Jedno jest pewne: liczba uśmiechów i zachwytów osiągnęła dziś szczyt. Jutro ostatni dzień naszej eksploracji.
Dzisiaj kończymy naszą przygodę w Toskanii. Jako kropkę nad i jedziemy do Pienzy i Montepulciano. Trasa liczy nieco ponad 50 km, ale za to ponad 1000 metrów pod górę, więc zapowiada się wyśmienicie. Na początek ruszamy do Pienzy świetną asfaltową drogą, która meandruje wśród pól i pagórków; słońce przygrzewa, warunki do jazdy idealne. Kilka kilometrów przed miastem zaczynamy wspinaczkę i tuż przed bramami odbijamy w bok, by zobaczyć słynną „Drogę Gladiatora” z cyprysami. O tej porze roku łąki są soczyście zielone, co dodaje miejscu jeszcze więcej uroku.
W Pienzy udajemy się na posiłek i deser – wiadomo. Zajadamy się włoskimi specjałami, które smakują tu wręcz niewiarygodnie; na deser tiramisu z pistacjami i espresso. Mamy siłę, by jechać dalej. Po drodze wjeżdżamy do Monticchiello, do którego prowadzi spory podjazd – Garmin podpowiada, że miejscami kilkanaście procent, więc jest co pedałować. Schładzamy się zimnymi napojami i ruszamy do ostatniego punktu wycieczki: Montepulciano. To chyba najbardziej wymagający fragment, zmęczenie daje o sobie znać, ale wizja kolejnej perełki architektonicznej dodaje sił i finalnie wszyscy docieramy na miejsce. Panorama na okolicę jest przepiękna.
Po odpoczynku ruszamy w drogę do Chianciano Terme, by oficjalnie zakończyć nasz tydzień w Toskanii. Będziemy tęsknić. Było pięknie, ciao!
Chcesz przeżyć to samo? Toskania czeka co roku – w wersji turystycznej po szutrach i drogach rowerowych albo szosowej po asfaltach Chianti i Val d'Orcia.