Bornholm to niewielka duńska wyspa na Bałtyku, którą Duńczycy nazywają "domem dla rowerzysty" — 230 km tras rowerowych przy 158 km linii brzegowej mówi samo za siebie. Ekipa 80R wraca tu regularnie, żeby na nowo odkrywać te same, najlepsze zakątki wyspy: klify na północy, plażę Dueodde na południu i wędzarnie, których na Bornholmie nie brakuje nigdzie. Oto tydzień tej wyprawy, dzień po dniu.
Ekipa bornholmska wylądowała wieczorem w Rønne, gdzie po zakwaterowaniu na kempingu przywitaliśmy się z morzem. Pierwszy dzień nie rozpieszczał pogodą, ale mimo kapryśnej aury i tak wyruszyliśmy w rundkę wokół miasta — z przystankiem w Hasle przy widokowej wędzarni i wizytą u imponującego kościoła rotundowego w Nylars z XII wieku. Między kolejnymi przelotnymi deszczami udało się zamknąć pętlę i zakończyć dzień kąpielą w morzu oraz koncertem lokalnego bandu przy ognisku.
Drugi dzień był już wyborny. Koła naszych rowerów skierowaliśmy do Svaneke — trasa wiodła przez piękny, prastary las Almindingen (rezerwat żubrów akurat się przed nami pochował), obok wiatraka w Aarsdale, aż do malowniczej, turystycznej "metropolii" Svaneke z lokalnym browarem Bryghuset i manufakturą słodyczy Bolcheriet. Dzień zamknęliśmy przejazdem przez tajemnicze, skalne wzgórza Paradisbakkerne — epickie kolory i epickie widoki, w nogach 80 km, a myśmy się nawet nie obejrzeli.
Dzień 1 sponsorowały cyferki: 45 (km) · 5000 (l wody z chmur na głowę) · niezliczona (ilość zjedzonych śledzi i makreli z wędzarni)
Dzień 2 sponsorowały cyferki: 80 (km) · 1 (zerwany łańcuch) · 30 (°C) · 10 000 (kalorii w postaci lodów soft ice)
Trzeci dzień skierował nas na jeden z najbardziej malowniczych odcinków trasy na wyspie. Ruszyliśmy w kierunku Hasle na krótką kawę, a później w stronę klifów — kilkukilometrowy odcinek wzdłuż morza, kolorowe domki i przed oczami cały czas najwyższe klify wyspy. Trasę urozmaicały strome podjazdy i zjazdy: zejście do morza między skałami w Jons Kapel, zjazd w Vang, a potem majestatyczne ruiny zamku Hammershus, wzniesionego w najwyższym punkcie klifu. W drodze powrotnej, w Olsker, czekał ostatni z czterech rotundowych kościołów wyspy, cypel z latarnią morską w Sandvig i przystanek na obiad — a jakże — w wędzarni w Allinge.
Dzień sponsorowały cyferki: 60 (km) · 750 (m przewyższenia) · 17 (procentowe zjazdy) · 22 (procentowy podjazd)
Czwarty dzień to zwyczajowo dzień wolny — każdy spędził go po swojemu. Część grupy postawiła na regenerację, część na tradycyjne już pokonanie 105-kilometrowego obwodu wyspy na dwóch kółkach ("Ring"). Dwójka medyków wystartowała o 7 rano, zawiązana grupa pościgowa ruszyła z ponad godzinnym opóźnieniem, a jedna z uczestniczek przy okazji objechała wyspę dwukrotnie, szukając po drodze doniczkowych drzewek figowych i miodu. Na mecie, dla wszystkich bez wyjątku, czekała przepyszna, gorąca zupa pomidorowa — i gratulacje dla tych, którzy tego dnia pobili osobiste rekordy.
Dzień sponsorowały cyferki: 105 (km obwodu wyspy) · 210 (km rekordzistki dnia) · 2 (razy objechana wyspa) · 30 (km/h wiatru w oczy)
Piątego dnia koła naszych rowerów skierowaliśmy w stronę najsławniejszej plaży na wyspie — Dueodde. To najdłuższy odcinek wyjazdu, ponad 80 km. Po drodze zaliczyliśmy przystanek w jedynej winnicy na wyspie — degustacja i zakupy win w przepięknej scenerii — a na plaży niektórzy zaliczyli krótką kąpiel w morzu. Po obiedzie odwiedziliśmy Nexø, drugie co do wielkości miasto Bornholmu i tętniący życiem port rybacki, z przystankiem w miejscowej motylarni. Kawa, ciastko i przyjemna trasa wśród pól zaprowadziły nas do Aakirkeby, gdzie akurat dopadł nas deszcz.
Dzień sponsorowały cyferki: 82 (km) · 2 (ulewy) · 25 (km/h średniej na ostatnich kilometrach)
Ostatni dzień na wyspie ruszyliśmy w stronę środka Bornholmu i lasów Almindingen, by "wspiąć się" na najwyższe wzgórze wyspy — Rytterknægten (aż 162 m n.p.m.). Stamtąd, po sesji zdjęciowej przy wieży widokowej, fantastyczny zjazd leśnymi ścieżkami zaprowadził nas do Gudhjem, z przystankiem na kawę przy jednym z rotundowych kościołów po drodze. W Gudhjem był czas na lokalne karmelki i cukierki oraz ostatnią w tej wyprawie wizytę w wędzarni.
Podsumowując tydzień na Bornholmie: klify, zamki, plaże, śledzie i mnóstwo kilometrów w nogach — i jedna wspólna opinia całej ekipy: na tę wyspę bardzo chętnie się wraca.
Dzień sponsorowały cyferki: 58 (km) · 162 (m wysokości szczytu) · 3 (kg zjedzonych lodów)
Cały tydzień zamknęliśmy w cyferkach: 440 (km trasy) · 3 375 (m przewyższenia) · 7 (dni fantastycznej zabawy)
Bornholm wraca w kalendarzu co roku — szczegóły, program dzień po dniu i terminy czekają w ofercie Bornholm.