W czerwcu 2026 roku wyruszyliśmy na czterodniową rowerową pętlę wokół Tatr — z Nowego Targu przez Orawę, Liptów i Spisz, z powrotem na Podhale. Szlak Wokół Tatr prowadzi po obu stronach granicy i pokazuje najwyższe góry Polski i Słowacji z każdej możliwej perspektywy: od nasypów dawnej kolei, przez błotniste leśne szutry, po wysokogórskie serpentyny pod Szczyrbskim Jeziorem.
W skrócie:
Pierwszy dzień wyprawy rozpoczęliśmy w Nowym Targu, skąd ruszyliśmy w kierunku Niżnej na Słowacji. Za nami piękny etap prowadzący jednym z najciekawszych fragmentów Szlaku Wokół Tatr. Szczególne wrażenie zrobił odcinek poprowadzony po nasypie dawnej linii kolejowej Nowy Targ – Trstena. Zadbana, asfaltowa ścieżka rowerowa i łagodne nachylenie sprawiają, że to prawdziwa perełka dla rowerzystów — jadąc dawnym śladem kolei, można podziwiać zarówno polskie, jak i słowackie krajobrazy Tatr, Podhala i Orawy. Po drodze zatrzymaliśmy się w knajpce w dawnej stacji kolejowej w Podczerwonem, gdzie przy kawie i czymś dobrym do jedzenia można było nabrać sił na dalszą drogę. Kolejny postój czekał nas w Trstenie — zaraz po przekroczeniu granicy polsko-słowackiej musieliśmy spróbować Kofoli z kija. Pogoda nie była idealna, od czasu do czasu pojawiał się lekki deszcz, ale nie przeszkodził nam w czerpaniu przyjemności z jazdy. Pierwszy etap zakończyliśmy w Niżnej. Przejechane 50 km. Niektórym z nas było mało aktywności — część ekipy udała się na pieszą wycieczkę na pobliskie wzgórze, skąd roztaczał się piękny widok na okolicę. Humory dopisywały, a przed nami były jeszcze trzy dni rowerowej przygody wokół najwyższych gór Polski i Słowacji.
Drugi dzień okazał się zupełnie inny niż pierwszy. Tym razem na trasie było znacznie więcej odcinków szutrowych, a po ostatnich opadach deszczu niektóre drogi były w kiepskim stanie — pełne błota, kolein i kałuż. Chwilami trzeba było zwolnić, a miejscami nawet przeprowadzić rower. To był dzień, który wymagał nie tylko dobrej kondycji, ale też cierpliwości. Mimo trudniejszych warunków trasa wynagrodziła wszystko pięknymi widokami — Tatry nieustannie towarzyszyły nam na horyzoncie, a spokojne słowackie doliny i leśne szutry pokazały zupełnie inne oblicze tej wyprawy. Każdy kolejny kilometr dawał satysfakcję, bo właśnie takie dni najlepiej pokazują, na czym polega wyprawa rowerowa — nie zawsze jest łatwo, ale to właśnie nieprzewidziane przeszkody sprawiają, że taka przygoda zostaje w pamięci na długo. Dzień zakończyliśmy nad jeziorem w Liptowskim Mikulaszu. Chwila odpoczynku z widokiem na wodę i otaczające góry była idealnym zwieńczeniem wymagającego etapu.
Trzeci dzień był jednym z najbardziej wymagających, ale jednocześnie najpiękniejszych etapów całej trasy. Wyruszyliśmy z Liptowskiego Mikulasza na wschód, a od samego początku towarzyszyły nam coraz bliższe widoki tatrzańskich szczytów. Największym wyzwaniem był długi podjazd w stronę Szczyrbskiego Jeziora (Štrbské Pleso) — kilkanaście kilometrów systematycznej wspinaczki wymagało cierpliwości i spokojnego tempa, ale każdy kolejny zakręt odsłaniał coraz piękniejsze panoramy. Na Štrbskim Plesie zrobiliśmy dłuższy odpoczynek: czas na regenerację, uzupełnienie zapasów i chwilę relaksu nad taflą jeziora w otoczeniu wysokich szczytów. Po przerwie przyszedł moment, na który czekaliśmy od rana — długi zjazd w kierunku Tatrzańskiej Łomnicy. Szeroka droga, płynne zakręty i imponująca panorama Tatr sprawiały, że trudno było oderwać wzrok od gór. Do Tatrzańskiej Łomnicy dotarliśmy zmęczeni, ale z szerokimi uśmiechami. Etap miał wyraźnie górski charakter — z około 570 m n.p.m. wspięliśmy się na ponad 1340 m n.p.m., by później cieszyć się długim, dynamicznym zjazdem do mety.
Ostatni etap to dzień pełen kontrastów — wymagające podjazdy przeplatają się z długimi zjazdami, a surowe górskie krajobrazy ustępują miejsca malowniczym spiskim wioskom. Już pierwsza część trasy wymagała solidnego wysiłku: długi podjazd przez pogórze Spisza nagradzał widokami na Tatry Wysokie, które niemal cały czas dominowały na horyzoncie. Po przekroczeniu granicy na polską stronę charakter trasy znów się zmienił. Największym wyzwaniem okazały się strome podjazdy w rejonie Dursztyna — miejscami nachylenie wymagało jazdy na najlżejszych przełożeniach i spokojnego, równego tempa. Wysiłek został w pełni wynagrodzony: z okolic Dursztyna rozciągają się jedne z najpiękniejszych panoram na Tatry — przy dobrej pogodzie widać całe pasmo od Tatr Bielskich po Tatry Zachodnie, a zielone łąki Spisza tworzą malowniczy pierwszy plan. Dalsza droga wiodła przez ciche spiskie wsie, a ostatnie kilometry do Nowego Targu pozwoliły spokojnie domknąć pętlę. Pod koniec trochę nas polało, ale nie przeszkodziło nam to cieszyć się ukończoną Pętlą Tatrzańską. Zrobiliśmy to!
Dookoła Tatr to idealna wyprawa na początek przygody z kilkudniowymi wyjazdami rowerowymi — i świetny trening przed dłuższymi trasami. Chcesz przejechać tę pętlę z nami? Zapraszamy: Dookoła Tatr z 80 Rowerów.