Dostosuj preferencje dotyczące zgody
✕
Używamy plików cookie, aby pomóc użytkownikom w sprawnej nawigacji i wykonywaniu określonych funkcji. Szczegółowe informacje na temat wszystkich plików cookie odpowiadających poszczególnym kategoriom zgody znajdują się poniżej. Pliki cookie sklasyfikowane jako „niezbędne” są przechowywane w przeglądarce użytkownika, ponieważ są niezbędne do włączenia podstawowych funkcji witryny. Korzystamy również z plików cookie innych firm, które pomagają nam analizować sposób korzystania ze strony przez użytkowników, a także przechowywać preferencje użytkownika oraz dostarczać mu istotnych dla niego treści i reklam. Tego typu pliki cookie będą przechowywane w przeglądarce tylko za uprzednią zgodą użytkownika. Można włączyć lub wyłączyć niektóre lub wszystkie te pliki cookie, ale wyłączenie niektórych z nich może wpłynąć na jakość przeglądania.
Niezbędny
Niezbędne pliki cookie mają kluczowe znaczenie dla podstawowych funkcji witryny i witryna nie będzie działać w zamierzony sposób bez nich. Te pliki cookie nie przechowują żadnych danych umożliwiających identyfikację osoby.
Funkcjonalny
Funkcjonalne pliki cookie pomagają wykonywać pewne funkcje, takie jak udostępnianie zawartości witryny na platformach mediów społecznościowych, zbieranie informacji zwrotnych i inne funkcje stron trzecich.
Analityka
Analityczne pliki cookie służą do zrozumienia, w jaki sposób użytkownicy wchodzą w interakcję z witryną. Te pliki cookie pomagają dostarczać informacje o metrykach liczby odwiedzających, współczynniku odrzuceń, źródle ruchu itp.
Występ
Wydajnościowe pliki cookie służą do zrozumienia i analizy kluczowych wskaźników wydajności witryny, co pomaga zapewnić lepsze wrażenia użytkownika dla odwiedzających.
Reklama
Reklamowe pliki cookie służą do dostarczania użytkownikom spersonalizowanych reklam w oparciu o strony, które odwiedzili wcześniej, oraz do analizowania skuteczności kampanii reklamowej.

Czy można przepaść w Alpach? Pewnie wielu jest takich, którym ten zwrot będzie kojarzył się z czymś niebezpiecznym, a nawet strasznym. Ja jednak przepadłem, ale tak mentalnie - w pięknie otaczających widoków, mnogości tras rowerowych MTB Enduro i przełęczach, do których tylko garstka ludzi dociera rowerem.

Ale od początku...

Jak to w ogóle się odbywa i dlaczego właśnie tak?

My naszą przygodę rozpoczynamy wcześnie rano w Krakowie. Na stację benzynową, z której odbieram pierwszych uczestników - Leszka, Grzegorza i Jacentego, przyjeżdżam punktualnie o godz. 5:00. Wszyscy bojowo nastawieni zjawiają się na miejscu. Szybkie pakowanie rowerów i bagaży i już jesteśmy w drodze do Katowic. Tam zjawiamy się trochę przed czasem, ale nie przeszkadza to nam wcale. Chwilę po 7:00 mamy już resztę ekipy - Wojtka, Pawła, Jacka oraz Tomka, który będzie naszym kierowcą podczas tego wyjazdu. Przed nami ponad 12h jazdy do St. Anton Am Arlberg w Austrii.

Zanim jednak tam dotrzemy, po drodze zatrzymujemy się w Salzburgu na obiad oraz pewną małą niespodziankę, którą znają tylko osoby jeżdżące z nami na tę wyprawę (to taka nasza mała tajemnica ;) )

Wieczorem docieramy na miejsce, pakujemy rowery do garażu, a sami zameldowujemy się w pensjonacie w samym środku miasteczka. Jeszcze tylko szybkie wyskoczenie do lokalnego baru i nazajutrz możemy ruszać podjąć próbę pokonania TransAlpu!

Dzień #1

Poranek rozpoczęliśmy od przygotowania rowerów oraz siebie i od razu ruszyliśmy w kierunku doliny Vervaltal. Wspinamy się szutrowymi drogami, które z każdym kolejnym metrem wysokości odkrywają przed nami niesamowite widoki doliny. Mijamy meandry potoku i wznosimy się ku górze, gdzie szerokie szutrówki przechodzą w wąski singletrack docierając do schroniska Heilbronner Hutte przy przełęczy Winterjöchle (2272 m n.p.m.). Słońce operuje wysoko, a my spragnieni zostajemy dobrą godzinę w schronisku, pijąc rozmaite izotoniki. Po krótkim posiłku zjeżdżamy w kierunku jeziora Stausee Kops, a następnie doliną Paznaun docieramy do Ischgl. Dzień kończymy sauną, wspólną kolacją i oglądaniem piłkarskiego finału UEFA Euro 2024. To był bardzo dobry początek TransAlpu 2024.

Dzień #2

Rozpoczynamy od solidnego podjazdu, który budzi nas bardziej, niż mocna czarna kawa. Pierwszym celem były wąskie kładki, zawieszone nad przepaścią, nad płynącą pod spodem rzeką Fimbabach. Spektakularny acz przerażający momentami widok podnosił poziom adrenaliny. Niektórzy nawet zdecydowali się jechać rowerami po wąskim moście wiszącym, na szczęście wszystko było bardzo bezpieczne. Po przedostaniu się na drugą stronę rzeki, zdobywamy kolejne metry wysokości otaczającej nas doliny Fimbatal. Przekroczenie granicy austriacko-szwajcarskiej następuje niespodziewanie. Drobną bramą pośrodku niczego przedostajemy się do schroniska Heidelberger. Obrazki wolno pasących się koni z siedzeń tamtejszego tarasu urzekają nas na dłuższą chwilę. W schronisku nie możemy odpuścić prawdopodobnie najlepszego apfelstrudla tego wyjazdu. I oczywiście kolejny raz nie zawodzi!
Stamtąd pora na zdobycie najważniejszego punktu tego dnia - przełęczy Fimberpass (2608 m n.p.m.). Jest to jednocześnie najwyższa przełęcz naszej wyprawy. Zdobywamy ją trochę żmudnie, momentami musząc wypychać, a nawet wynosić nasze rowery po stromych zboczach wiodącej tam ścieżki. Ale nie obawiajcie się, to tylko chwila, a potem można znów przystąpić do jazdy (przynajmniej jeśli posiada się rower elektryczny). Końcówka przed przełęczą, to jeszcze przejście po pozostałościach czapy śnieżnej z poprzedniej zimy, jednak nic bardziej trudnego. Po zdobyciu Fimberpass wita nas niezwykły widok. Dobre warunki zwiastują, że zjazd będzie równie dobry. Oddajemy się jednemu z najlepszych zjazdów podczas TransAlpu, pokonując niezwykły singletrack najeżony kamieniami i uskokami, który jednak wywołuje sporo radochy na twarzy. Momenty są wymagające, ale ci mniej wprawieni mogą sobie je sprowadzić, a ci bardziej podjąć wyzwanie ich zjechania.
Po wjeździe w dolinę Sinestre następuje jeszcze większa eksplozja radości. Przejazdy przez kładki, wąskie malownicze singletracki i techniczne elementy. Tylko Szwajcarzy uprzykrzyli nam życie zamykając niektóre fragmenty szlaków, przez co zmuszeni byliśmy odpuścić najfajniejszy fragment  - naturalna ścieżka, przypominająca trasę Twister w Bielsku-Białej, która czekała na nas na końcu doliny. Jesteśmy zmuszeni trochę pozmieniać nasze plany, ale finalnie dobrze się to kończy, gdyż poznajemy perspektywę drugiego zbocza góry, której jeszcze nie jechałem. Tak czasem jest w tych wyprawach, że musisz reagować na sytuacje nagłe i niezaplanowane. Ot cała frajda jest z tego, żeby umieć się w tym odnaleźć!
Dzień kończymy w lokalnej pizzerii. Ostatni fragment do Ftan, gdzie mieliśmy nocleg, zdobywamy za pomocą naszego nieocenionego busa suportowego. W przeciwnym razie skończylibyśmy ten dzień chyba o zmroku. Grupa twierdzi, że to kolejny najlepszy dzień! Trzeba będzie utrzymać tę statystykę w kolejnym dniu.

Dzień #3

Rozpoczęliśmy od małych problemów technicznych z hamulcami Jacentego, którym skutecznie zaradził przewodnik Tomek @klinika.enduromtb  Pamiętajcie tutaj o tym, że odpowiednie przygotowanie roweru do takiego wyjazdu to klucz do tego, aby nie opóźniać grupy, mieć możliwość cieszenia się jazdą, bez zamartwiania o problemy techniczne (a przypominam, że jesteście tutaj "na wakacjach"), czy też nie bycia wyprowadzonymi z równowagi, przez jakiś stukot, pisk czy jeszcze inną formę "słyszenia" swojego rowerowego mankamentu. Ok, koniec wywodu, pora wrócić do dnia trzeciego.
Rozgrzewamy się dokładnie, gdyż dzień z racji lokalizacji noclegu zaczynamy od zjazdu, i możemy ruszać! Jako pierwsza, wita nas trasa o nazwie Baraigla Trail. Był flow, wąskie singletracki i pęknięta dętka... 3 dętki w 3 dni, to chyba rekord mojego TransAlpu.
Po dojechaniu malowniczą doliną rzeki Inn do miejscowości Scuol, kierujemy się szybko do SurEn, a następnie zaczynamy wspinaczkę wąwozem Val d'Uina. To miejsce zachwyca nas po raz kolejny, choć wita nas krótkim deszczem. Po dotarciu do ostatniego na tej trasie schroniska Dadaint pora zaatakować wydrążony w skale szlak - największą atrakcję wąwozu Val d'Uina. Pokonujemy go dość sprawnie, a zaraz po nim ukazuje nam się zielona kraina świstaków, które świszczą, hasają i bynajmniej nie zawijają w te sreberka :)
Po przekroczeniu włoskiej granicy przy przełęczy Di Slinga (2309 m n.p.m.) pora na zjazd w kierunku Doliny Venosty. Po drodze udaje się jeszcze znaleźć przyjemny singletrackowy trawers i zjazd do miejscowości Clusio, a stamtąd już rzut beretem do Mals, gdzie kończymy dzień we wspaniałym włoskim stylu - czyli pizza i inne przysmaki włoskiej kuchni. Zdecydowanie wolimy część włoską, gdyż pizza jest większa i tańsza przynajmniej o połowę (od tej szwajcarskiej). To według grupy był kolejny najlepszy dzień! Nieźle nam idzie!

Dzień #4

Dzień który rozpoczął się pięknie, potem się zepsuł, a następnie znów wyszło słońce. Trochę jak w życiu, nieprawdaż?
Na przełęcz Doss Radond (2235 m n.p.m.) dostajemy się długą szutrówką, wznoszącą się powoli, w otaczającej nas dookoła przepięknej scenerii doliny Val Müstair. W tym dniu towarzyszą nam zawodnicy kultowego już wyścigu @maxxisbike TransAlp, którego etap prowadził sporą częścią naszej trasy. Było to niezbyt uciążliwe na szerokich szutrowych podjazdach, ale wyjątkowo irytujące na wąskich singletrackowych sekcjach. Zawodnicy walcząc o każdą sekundę często ponaglali nas i nie zważali na poruszających się tymi drogami innych uczestników ruchu. Z jednej strony jest to zrozumiałe w kontekście samego wyścigu, ale wydaje nam się, że momentami była to wymówka do bycia "królem drogi" bez jakiejkolwiek dozy empatii czy poszanowania innego uczestnika ruchu.
Na szczęście sytuacja zmieniła się po dojechaniu do Schroniska Val Fraele przy jeziorach San Giacomo i Cancano. Tam zatrzymaliśmy się na perfekcyjne spaghetti bolognese ragou i panache (takie piwo pomieszane ze spritem). Ten zestaw trochę poprawił nasze nastroje i ochoczo ruszyliśmy w kierunku kolejnej przełęczy - Passo Trela (2295 m n.p.m.). Podjeżdżając na przełęcz dopadają mnie problemy z silnikiem w moim e-bike (pozdrawiam użytkowników Shimano EP8 z baterią Darfon ;) ). Kilka logowań do aplikacji, aktualizacji, dociskania złączy kabli i jakoś przestało wywalać błąd. Uff, całe szczęście, bo zostać z 22kg "analogiem" kiedy to pogoda zmienia się na coraz gorsze, to jest apogeum nieszczęścia w górach.
Po drodze dopada nas ulewny deszcz, a my spotykamy część mocno rozjechanej tego dnia grupy w schronisku Baita Di Trela. Na szczęście przed dotarciem na przełęcz przestaje padać, a my możemy rozkoszować się jednym z najbardziej flowowych zjazdów TransAlpu. Ścieżka wije się trawersując zbocze, ale w taki sposób, że możemy czuć się jak na rollercoasterze. Wspaniałe przeżycie!
Zjeżdżamy do doliny. Na trzecią przełęcz jest już jednak zbyt późno i decydujemy się trawersować do Livigno przez ścieżki północnego zbocza masywu Crapene, aby dłużej móc nacieszyć się smakami włoskiej kuchni. Trochę przemoczony i przewietrzony dniem dzisiejszym odczuwam, że kolejne dni będą trudną batalią ze zdrowiem. Próbuję dogrzać się w łóżku i wypocząć przed kolejnym dniem jazdy. Na szczęście ratuje mnie trochę włoskie jedzenie i duża ilość specyfików przeciw grypie. Na szczęście, mimo przeciwności losu, grupa dalej uznaje ten dzień za najlepszy z dotychczasowych :)

Dzień #5

W końcu dzień w którym nie trzeba używać siły do zdobycia pierwszej wysokości! Z pomocą przychodzi wyciąg Bikeparku Mottolino, który pozwala nam na bezwysiłkowe zdobycie ponad 500m w pionie. Po dojechaniu na szczyt i zrobieniu krótkiej, acz intensywnej rozgrzewki ruszamy na lekką ścieżkę, która doprowadza nas do kultowej Panoramica Trail. Trawers po zboczu masywu Mine tworzy niezwykłą trasę widokową, która przy dobrej widoczności, a my oczywiście na taką trafiliśmy, odkrywa przed nami lodowiec Vadretta Di Cambrena, który będzie nam towarzyszył w dalszej części tego pięknego dnia. Teraz jednak singiel prowadzi w dolinę Mine, gdzie rozpoczyna się perełka zjazdów enduro - Mine Enduro. Soczysty zjazd po mieszance korzeni i kamieni kończymy na południe od Livigno, ale to jeszcze nie koniec.

Kolejnym punktem jest wjazd na przełęcz Livigno. Prowadzi tam szutrowa droga, która ciągnie się bardzo na otwartej i spektakularnej przestrzeni doliny, prowadzącej do przełęczy Livigno. Po dotarciu tam, następuje uzupełnienie płynów i węglowodanów. Następnie eksponowanym singlem dostajemy się na Fuorcla Minor, a dalej szlakiem zjeżdżamy nad Jezioro Bianco. Widok na masyw Bernina coraz bardziej nas zadziwia - prawdziwa potęga natury. W tym miejscu trasa wiedzie wzdłuż charakterystycznej szwajcarskiej i czerwonej kolejki - Bernina Express. Będąc w tamtym miejscu jest to obowiązkowa ścieżka do przejechania, a ma w sobie kilka prawdziwych smaczków. Kawałek dalej czeka na nas ukryty "szwajcarski twister", który zaprowadza nas do serii potężnych wodospadów. Chyba nic już do tego dnia nie da się dodać. A jednak górujący lodowiec Morteratsch zamyka piękną klamrą ten dzień. To zdecydowanie jest dotychczasowy najlepszy dzień i mówię to z pełną odpowiedzialnością.

Dzień kończymy w Celerinie tuż przy Sankt Moritz, z której w ostatni dzień wyruszymy na podbój 100km.

Dzień #6

Ostatni dzień naszej wyprawy rozpoczynamy wcześnie. 100km to jednak nie są rurki z kremem. Ruszamy na początek na podbój singletrackow nad Sankt Moritz, a następnie przejeżdżamy już na południe od jezior Champfer i Silvaplana. Podążamy trasą nr 1, aby urozmaicić sobie dotarcie do przełęczy Maloja (1815 m n.p.m.). Trasy oferują świetną mieszankę singletracków i dróg szutrowych z widokiem na jeziora. Z Maloji czeka nas asfaltowa serpentyna w dół, do doliny Bregaglia. Następnie wariacją różnych widokowych tras zjeżdżamy do Chiavenny, gdzie tryumfalnie jemy wspaniałe włoskie gelato.
Z Chiavenny pozostaje nam już tylko spokojne kręcenie po płaskim, aż do miejscowości Domaso, nad jeziorem Como. Temperatura wyraźnie wzrosła po zjeździe z gór i osiąga ponad 32 stopnie. Musimy zrobić kilka przystanków, aby całkowicie nie paść z tego upału. Finalnie około 17tej meldujemy się na miejscu. Szampan strzela, a my oficjalnie kończymy naszą alpejską przygodę. Pozostało tylko ceremonialnie wskoczyć do jeziora, a po wszystkim zjeść ostatnią pyszną włoską kolację.

I tak właśnie zakończyła się nasza podróż z północy na południe największego masywu górskiego Europy. TransAlp to wydarzenie, w którym zdecydowanie możesz przepaść, zakochać się i chcieć wrócić po raz kolejny. Bo możliwości przejechania TransAlpu jest nieskończenie wiele i zawsze możesz odkryć nowy wymiar tej wyprawy. Ja osobiście zapraszam Cię na naszą klasyczną wersję, która dzięki ciągłemu udoskonalaniu, co rok staje się tylko lepsza. Dodatkowym atutem, jest zwiększenie w 2025 r. liczby noclegów i dodanie nad Jeziorem Como dodatkowej nocy, aby trochę bardziej nacieszyć się rejonem.

W tym miejscu chciałbym podziękować uczestnikom za ten wyjazd, a sobie za doprowadzenie ich do celu 😊

A Tobie, drogi czytelniku, życzę równie niesamowitych rowerowych przygód. Może to właśnie Ty przepadniesz w TransAlpie?

Przeczytaj także

DOŁĄCZ DO NEWSLETTERA
Aby otrzymywać najlepsze oferty oraz rowerowe informacje