Sześć dni wzdłuż polskiego wybrzeża — z Wisełki na Hel, około 418 km, kilkanaście latarni morskich i paszporciki pełne pieczątek. Szlak EuroVelo 10 prowadził nas przez plaże, klify, ruchome wydmy i lasy Słowińskiego Parku Narodowego, a każdy dzień kończył się w innym nadmorskim zakątku. Tak wyglądała nasza wyprawa „Polska | Wzdłuż Bałtyku" na przełomie sierpnia i września 2022.
Na koniec sezonu letniego zdecydowaliśmy pożegnać się zacnie z polskim morzem — oczywiście na rowerach. Silna grupa zebrała się w Wisełce, aby stamtąd rozpocząć podróż w stronę Helu. Pogoda na zamówienie zagwarantowała słońce i lekką morską bryzę. Trasa wiła się lasami, wzdłuż plaż. Dłuższa przerwa wypadła w Niechorzu, gdzie część grupy odwiedziła latarnię morską, a wszyscy zatrzymaliśmy się na obiad. Później już tylko paręnaście kilometrów przez lasy i teren budowy Baltic Pipe — dzień skończyliśmy w malowniczym pensjonacie w Trzebiatowie. Kolacyjna pizza w towarzystwie oraz wspólne kibicowanie polskiej drużynie w siatkówce na mistrzostwach świata — bezcenne.
Dzień sponsorowały cyferki: 63 (km — rozgrzewkowy dystans dnia), 1 (tylko jedna dęteczka), 3 (liczba wygranych przez nas setów w meczu z USA).
Drugi dzień nadmorskiej przygody prowadził do malutkiego dworku w Osiekach. Wystartowaliśmy z Trzebiatowa pełni energii i szybko znaleźliśmy się z powrotem przy linii brzegowej w Mrzeżynie. Trasa poprowadziła nas m.in. przez ruchomą wydmę w Dźwirzynie, gdzie krótki, ale jakże atrakcyjny odcinek jedzie się specjalnie zbudowanymi kładkami. Dłuższą przerwę zrobiliśmy w Kołobrzegu na promenadzie, rozpieszczając podniebienie kawą, lodami i ciastkami — część grupy kontynuowała zdobywanie nadmorskich latarń. Z Kołobrzegu przez park zdrojowy wyjechaliśmy przefajną, niedawno skończoną trasą spacerowo-rowerową wzdłuż morza. Przystanek w Gąskach oczywiście musiał się skończyć przy kolejnej latarni — podbijanie paszporcików weszło niektórym w krew. Słońce i bryza zachęciły do spędzenia kilkudziesięciu minut na plaży w Mielnie, skąd już bezpośrednio dojechaliśmy do klimatycznego dworku.
Dzień sponsorowały cyferki: 87 (km), 10 (uśmiechniętych rowerzystów), 2 (zdobyte latarnie).
Trzeci dzień obcowania z polskim wybrzeżem. Leniwy poranek zagwarantował nam deszcz, więc po śniadaniu i kilku espresso ruszyliśmy o 9:30. Opuściliśmy Osieki, kierując się w stronę morza. Przez Dąbki przemknęliśmy szybko, mając na celu Darłówko — latarnia, pieczątki, są priorytety. Na nabrzeżu niewielkiego portu zrobiliśmy przerwę na dostawę kofeiny i węglowodanów, a słońce grzało, jakby był środek lata. Trasa wzdłuż brzegu dostarczała radości — nikt nie poczuł, że cały czas poruszamy się po dziurawych betonowych płytach. Szybka sesja na plaży, piękny las na nowej ścieżce i Jarosławiec (tam też latarnia i pieczątki!). Po lunchu objazd terenów wojskowych zmusił nas do porzucenia nadmorskich widoków, ale nudy nie było. Dzień zakończyliśmy w Ustce po niemal wyścigowym tempie narzuconym przez właścicieli latarniowych paszportów — trzeba było zdążyć przed zamknięciem ostatniej latarni.
Dzień sponsorowały cyferki: 80 (km), 3 (latarnie), 17:35 (godzina, na którą musieliśmy zdążyć), 2 (zapieksy), 6 (kebabów).
Czwarty dzień bałtyckiej przygody. Opuściliśmy Ustkę, delikatnie omijając oficjalny szlak rowerowy, aby pojechać blisko morza. Czerwony szlak pieszy skierował nas w leśne ostępy — szybko zdobyliśmy ukryte w lesie Poddąbie i ruszyliśmy ścieżką po klifie. Wąskie przesmyki na skraju klifu, sąsiedztwo morza, polany widokowe — taka droga do Rowów ma moc. Przerwa na pożywne gofry i lody przed wjazdem do Słowińskiego Parku Narodowego, a potem droga wijąca się między jeziorami i torfowiskami doprowadziła nas do… a jakże, latarni. Latarnia w Czołpinie jest pięknie położona wśród wydm — prowadzi do niej chyba milion stopni, a gdzie jeszcze wejście na samą latarnię! Ekipa podjęła wyzwanie i pieczątki zostały zdobyte. Po lunchu we włoskiej trattorii w środku niczego ruszyliśmy w długą drogę, objeżdżając sławne w swojej niesławie Kluki. Za Izbicą mogliśmy ponownie wbić się w lasy, piachy i korzenie. Dzień zakończyliśmy bez strat w klimatycznej przyportowej restauracji w Łebie.
Dzień sponsorowany przez cyferki: 85 (km trasy), 10 (okrążeń na rondzie przed hotelem, aby dobić do tych 85 km), 1 (latarnia), 1 000 000* (schodów — *przypuszczalnie), 56 (km/h na zjeździe gdzieś w lesie).
Z Łeby ruszyliśmy starym szlakiem wiodącym lasami pomiędzy jeziorem Sarbsko a morzem. Malownicza trasa tysiąca zakrętów i korzeni zrobiła na nas wrażenie. Powoli posuwaliśmy się w stronę Osetnika i latarni Stilo, bawiąc się ciekawą, techniczną trasą i sąsiadującymi wydmami. Po przerwie na latarniowe pieczątki ruszyliśmy leśną, zanurzoną we wrzosach trasą do Białogóry. Po drodze bratnia pomoc zagranicznym turystkom w doprowadzeniu roweru do używalności, a w Dębkach pyszny lunch i słoneczny free time na plaży — sekcja latarniowo-gimnastyczna zaczęła swoje ćwiczenia i prezentację odblaskowych strojów wieczorowych. Po sesji zdjęciowej wystartowaliśmy w stronę noclegu. Zachód słońca na plaży w Chłapowie, wieczorny spacer i kolacja dopełniły dnia.
Ten etap sponsorowały cyferki: 65 (km trasy), 1000 (korzeni), 333 (m przewyższenia… a mówią, że tu jest płasko), 5 („landrynek" na plaży), 2 (uratowane turystki), 4 (rybne megaburgery), 18 (południk), 8 (gimnastyczna ósemka w wykonaniu Grażynki).
Ostatni dzień podróży wzdłuż Bałtyku. Wczesny poranek niektórzy rozpoczęli od przebieżki po plaży w ramach Poland Business Run, niektórzy pojechali na Rozewie, aby być pierwszymi w kolejce na latarnię, a jeszcze inni po prostu zeszli na śniadanie. Dystans na zakończenie był nieprzesadnie długi, abyśmy mogli delektować się trasą wzdłuż Półwyspu Helskiego i piękną, słoneczną pogodą, która towarzyszyła nam praktycznie od początku wyjazdu. Odwiedziliśmy Chałupy, Jastarnię (przerwa na południowe espresso przy molo) i Juratę z niedawno wyremontowaną ścieżką rowerową przy nabrzeżu. Aż w końcu przyszedł czas na ostatni odcinek do Helu — szybka jazda świetnie przygotowaną gruntową ścieżką dostarczyła wielu pozytywnych emocji. Ostatnia latarnia, ostatnia pieczątka w paszporciku — zrobione. Dotarcie do Kamienia Piastów oznaczającego początek Polski — zrobione. Pozostał czas na wspólny obiad, podzielenie się wrażeniami i pożegnania. Na twarzach przebijał lekki smuteczek, że to już koniec, ale gdy pojawiło się kilka pomysłów na kolejne wspólne przygody — uśmiechy wróciły.
Dzień sponsorowały cyferki: 45 (km trasy), 4 (km przebiegnięte po plaży przez „Grażkę"), 10 (pieczątek w paszporcie), 2 (odznaki latarniowe), ~418 (wspólnie przejechanych kilometrów od początku wyprawy).
Chcesz przejechać szlak latarni morskich z nami? Zobacz aktualną ofertę wyprawy Polska | Wzdłuż Bałtyku.