We wrześniu 2025 roku nasza ekipa wyruszyła na jeden z najbardziej wyczekiwanych wyjazdów sezonu — Camino de Santiago, czyli rowerową pielgrzymkę portugalskim szlakiem św. Jakuba. Zaczęliśmy w Lizbonie, a metą była katedra w Santiago de Compostela. Po drodze: Fátima, twierdza Templariuszy w Tomar, magiczna Coimbra, Porto i setki kilometrów wzdłuż Atlantyku. Każdy z nas kolekcjonował pieczątki w swoim „Credencialu", by na mecie odebrać Compostelę — dyplom pokonania szlaku.
W skrócie:
Rowerową część przygody zaczęliśmy w malowniczym Santarém, ale zanim ruszyliśmy dalej, odwiedziliśmy miejscową katedrę oraz kościół Cudu Eucharystycznego. Początkowe kilometry prowadziły spokojnymi drogami przez równiny, wśród winnic i gajów oliwnych. Z czasem teren zaczął się wznosić — rozpoczęły się pierwsze poważniejsze podjazdy. Z każdym kilometrem krajobraz stawał się coraz bardziej górzysty, a podjazdy wymagały skupienia i determinacji. Pod koniec dnia dotarliśmy do Fátimy, jednego z najważniejszych miejsc pielgrzymkowych w Portugalii. Tu zatrzymaliśmy się na nocleg, z satysfakcją patrząc na mapę i myśląc o kolejnych etapach naszej wyprawy.
Po wspólnym, porannym śniadaniu ruszyliśmy w dalszą drogę. Poranek był wyjątkowo przyjemny — lekkie zjazdy i słońce towarzyszyły nam w kierunku Tomar, miasta wpisanego na listę UNESCO. Nie mogliśmy nie zatrzymać się tutaj na dłużej — majestatyczna twierdza Templariuszy robi ogromne wrażenie, a uliczki Tomaru mają swój niepowtarzalny klimat. Za Tomar trasa zaczęła się zmieniać — pojawiły się pierwsze konkretne podjazdy. Szlak prowadził przez eukaliptusowe lasy, których zapach towarzyszył nam przy każdym oddechu. Momentami trzeba było nawet prowadzić rowery — teren stał się wymagający, ale jednocześnie niezwykle malowniczy. Na koniec dnia dotarliśmy do Alvaiázere, uroczego miasteczka położonego w górach. Zmęczenie? Oczywiście. Ale satysfakcja i widoki po drodze wynagrodziły wszystko.
Ten etap dał nam się we znaki — teren był naprawdę wymagający. Szlak prowadził przez liczne pagórki, a łączna suma podjazdów i zjazdów nie pozwalała się nudzić. Większość trasy to drogi gruntowe, pełne kamieni, pyłu i nierówności; odcinki asfaltowe dawały chwilę wytchnienia, zanim znów trzeba było zjechać z drogi i ruszyć w teren. To właśnie takie jest Camino — nieprzewidywalne i prawdziwe. Po południu dotarliśmy do pięknej Coimbry — miasta pełnego historii, muzyki i studenckiego ducha. Dla chętnych nocne zwiedzanie — wąskie uliczki i zabytkowa zabudowa zrobiły na wszystkich ogromne wrażenie. Zmęczenie szybko ustąpiło miejsca zachwytowi. Coimbra jest po prostu magiczna.
Z Coimbry szlak poprowadził nas przez Mealhadę i Águedę do Albergaria-a-Nova — odcinek przeplatany asfaltem i terenem, zakończony solidnym podjazdem. Dalsza droga do Porto to był jeden z tych dni, które długo zostają w pamięci. Trasa wiodła przez górzyste okolice — asfalt falował w rytmie portugalskich wzgórz, a każdy podjazd wynagradzały widoki na zielone doliny. Ostatnie kilometry przed miastem to prawdziwe wyzwanie — kocie łby, które dają się we znaki nadgarstkom i amortyzatorom. Wjazd do starej części Porto? Solidny podjazd, ale kiedy zza zakrętu widać rzekę Duero i kolorowe kamienice, zmęczenie znika. Porto wita zapachem oceanu i echem historii — w końcu to tutaj od wieków powstaje słynne wino porto, które spływa rzeką z doliny Duero. To był intensywny, ale piękny fragment szlaku — zakończony w jednym z najpiękniejszych miast Portugalii.
Za Porto na trasie coraz częściej spotykaliśmy pielgrzymów zmierzających pieszo do Santiago. Żółte strzałki stały się naszym drogowskazem — wyznaczały kierunek, ale też łączyły nas z innymi wędrowcami. Po kilkunastu kilometrach odbiliśmy w stronę oceanu i od tej chwili wszystko nabrało innego rytmu. Od Vila do Conde aż po Marinhas prowadzi piękna ścieżka wzdłuż Atlantyku — wiatr we włosach, szum fal i zapach soli w powietrzu. Ten fragment zakończyliśmy w małym nadmorskim miasteczku, gdzie słońce chowa się za horyzontem, a morze gra swoją wieczorną melodię.
Kolejny odcinek rozpoczęliśmy spokojnie — śniadanie, kilka głębokich oddechów i w drogę na północ. Szlak prowadził wzdłuż Atlantyku, a morze towarzyszyło nam niemal przez cały dzień. Krajobraz zmieniał się z każdym kilometrem — klify, plaże i małe rybackie miasteczka, w których czas zdaje się płynąć wolniej. Po drodze czekała nas przeprawa promowa w Caminha! Krótki rejs, po którym od razu udaliśmy się na zasłużony posiłek. Z pełnymi brzuszkami znów ruszyliśmy wzdłuż oceanu, aż do hiszpańskiego Mougas. Portugalia powoli została za nami, a Galicja przywitała nas nową energią.
Początek tego odcinka był dosyć ciężki — spora ilość podjazdów, a i pogoda niezbyt nam sprzyjała. Wiatr znad oceanu chłodził twarz, a szum fal towarzyszył przez pierwsze kilometry, nadając rytm pedałowaniu. Omijając Vigo, mieliśmy liznąć nieco wielkomiejskiego zgiełku — na szczęście tylko na obrzeżach tego dosyć dużego portowego miasta. Później trasa prowadziła przez małe, urokliwe galicyjskie miasteczka. Wąskie uliczki, zapach kawy z lokalnych barów i brukowane drogi, które nie bez powodu nazywa się kocimi łbami — potrafią nieźle dać w kość! Wieczór zastał nas w Caldas de Reis — miasteczku słynącym z gorących źródeł, które po tylu kilometrach brzmią jak najlepszy prezent dla zmęczonych mięśni. Zostało już naprawdę niewiele… Santiago coraz bliżej!
Finał, którego wyczekiwaliśmy od początku wyprawy. Trasa wiodła przez najpiękniejsze zakątki Galicji — pagórki, kamienne domy i słynne spichlerze, gdzie suszy się kukurydzę. W połowie drogi zatrzymaliśmy się w Padrón, miejscu owianym legendą: to tutaj uczniowie św. Jakuba mieli dopłynąć z jego szczątkami. Ostatnie kilometry to mieszanka napięcia i radości — każde wzniesienie, każde odbicie kierownicy przy brukowanych fragmentach przypominały, że meta jest coraz bliżej. W godzinach popołudniowych wjechaliśmy pod Katedrę św. Jakuba — widok fasady i myśl, że cała droga dobiegła końca, dały ogromny przypływ emocji. Wieczorem — wspólna kolacja, toasty i świętowanie zakończenia szlaku. To nie był tylko kilometr za kilometrem — to były historie, ludzie i chwile, które zostaną z nami na zawsze.
Camino de Santiago to szlak, który zostaje w pamięci na długie lata. Jeśli marzysz o własnym „Credencialu" i Composteli na mecie — zapraszamy na kolejną edycję wyprawy: Camino de Santiago z 80 Rowerów.